Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Aug 10, 2015 in Biegi, Biegi Górskie, Trening | 0 comments

Tatry,Bieg na Rysy i Ultra Men

Tatry,Bieg na Rysy i Ultra Men

Jeszcze kilka lat temu ciężko było spotkać w Tatrach kogoś, kto w ogóle biega – nawet po uliczkach Zakopanego. Wszystko się jednak zmienia – w ciągu 8 dniowego pobytu w naszych najwyższych górach kilkukrotnie mijaliśmy biegaczy – nawet powyżej 2000mnpm. Sami zresztą z Marcinem Kargolem planowaliśmy od jakiegoś czasu trochę pobiegać i wbiec między innymi na Rysy – ot tak, żeby sprawdzić jak nam pójdzie i ile nam zabraknie do Marcina Świerca – rekordzisty (byłego) tej trasy – 1h 34min 49sek…

Kilka dni przed wyjazdem w Tatry okazało się jednak, że rekord Świerca został pobity o niecałe 2min przez mistrza świata w  towerrunningu Piotra Łobodzińskiego (1h 32min 50sek). Nie to, żeby nam to jakoś pokrzyżowało plany – Marcin od początku liczył, że zajmie nam to ponad godzinę dłużej (i trafił idealnie). Jakby tego było mało kilka dni później Natalia Tomasiak wykręciła na tej trasie kobiecy rekord – 1h 56min 37 sek. Po tym wszystkim nie było już mowy, żeby nie spróbować…


Założenie jest proste – startujemy z parkingu w Palenicy i ciśniemy drogą na Moko, dalej Czarny Staw i na Rysy. Cała trasa ma nieco ponad 12km i prawie 1500m przewyższenia. Dodatkowym utrudnieniem są tu turyści, którzy latem w Tatrach zaczynają korkować podejście na Rysy już od godziny 9:00 więc trzeba z dołu ruszyć dość wcześnie.

Trasę można mentalnie podzielić na trzy odcinki. Pierwszy i najdłuższy to klapkostrada na Moko – niecałe 8km po betonowej drodze gdzie spokojnie można trzymać średnio 5:20-5:40 (przynajmniej jak na nasze możliwości) – czyli tak, żeby się nie zajechać przed trudniejszym fizycznie podejściem. Drugi etap to bieg po kamiennej ścieżce między Morskim Okiem a Czarnym Stawem zakończony kilkuminutową wspinaczką na ostatnich metrach. Ponad połowa odcinka jest zacieniona (szczególnie rano) i często zdarza się, że kamienie są dość mokre i ślizgie.

Trzeci etap – od Czarnego – zaczyna się niewinnie ścieżką dookoła stawu, przechodzi w coraz mocniejsze podejście i kończy się stromym, kamiennym wspinem po szlaku z łańcuchami. Najkrótszy (odległościowo), najdłuższy (czasowo) i najbardziej męczący etap przypominający raczej wchodzenie po stromych schodach. To dość dobrze tłumaczy dlaczego to akurat Łobodziński pobił rekord Świerca.


Cała zabawa zaczyna się tak naprawdę na podejściu do Czarnego – dopiero tu tętno mocno skacze, pierwszy raz zaczynają pracować łydki i pojawiają się pierwsze momenty kiedy zaczyna brakować tchu. Dalej jest już tylko gorzej. Coraz bardziej strome podejście, coraz bardziej piekące mięśnie i coraz trudniej złapać oddech. Oczywiście nie ma mowy o zatrzymywaniu się – w końcu nie jesteśmy tu, żeby odpoczywać.

Niestety bardzo szybko wyszło jak dużo brakuje nam do elity – 1h 32min minęły nam zaledwie 100-150m ponad taflą Czarnego Stawu – ponad 700m poniżej szczytu. Kobiecy rekord dopadł nas prawie 400m wyżej… byliśmy zaledwie w połowie podejścia z Czarnego na Rysy. I to wszystko przy naprawdę szybkim wchodzeniu i niezbyt zatłoczonym szlaku…

Na szczycie zameldowaliśmy się dokładnie o 10:01 po 2h 31min od startu. Brzmi to bardzo dobrze jeśli wziąć pod uwagę czas podany na mapie – ponad 6,5h, ale w porównaniu z innymi ponad godzina różnicy to przepaść…   jedno jest jednak budujące. Pięć lat temu z Jędrkiem porównywaliśmy się do drogowskazów, teraz (z różnymi efektami) ale dążymy do elity – powoli, ale systematycznie ;)

W czasie kiedy my wchodziliśmy na Rysy w Palenicy odpoczywała ekipa Ultra Men – dwóch ultrasów, którzy trzy dni wcześniej wyruszyli mierzei helskiej – przepłynęli 11km przez Zatokę Pucką, przejechali na rowerach do Krakowa i z Krakowa na Rysy ruszyli z buta. Początkowo planowaliśmy towarzyszyć im w wejściu na szczyt, ale z braku czasu i z chęci bicia rekordów postanowiliśmy jednak ruszyć na szczyt samemu. Spotkaliśmy się tylko na moment w czasie zejścia – tuż przed schroniskiem na Moku. Przy tym co Ci dwaj zrobili nasze bieganie na Rysy to raczej spacer po bułki – czapki z głów!

Poniżej zapis z Suunto (niestety na części trasy GPS wariował więc wskazania są nie miarodajne, niemniej jednak czas liczył poprawnie :) ).

Post a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *