Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Aug 27, 2015 in Biegi, Biegi Na Orientację, Góry, Ultra | 2 comments

Izerska Wielka Wyrypa!

Izerska Wielka Wyrypa!

To tu 4 lata temu się wszystko zaczęło – na Izerskiej Wielkiej Wyrypie. 19 sierpnia 2011 roku stanęliśmy z Jędrkiem na starcie naszego pierwszego Pieszego Maratonu na Orientację (PMNO). Nie wiedzieliśmy wtedy co nas czeka – nie mieliśmy bladego pojęcia o biegach z mapą i kompasem. Zrobiliśmy ponad 110km trasę w prawie 26h… bolało wszystko. Dzień później – a w zasadzie w trakcie naszych zmagań – na dystansie 50km swój debiut w PMNO miał Krasus. Od tamtej pory ekstremalne maratony na orientację na dobre zagościły w naszym kalendarzu, a Izerska Wyrypa stała się czymś w rodzaju sportowego święta mapy.

W tym roku stanęliśmy na starcie TP50 po raz kolejny. Jędrek, Kargol i Ja. Jakoś tak się mało sympatycznie poskładało, że reszta ekipy pApkinsów nie dała rady w tym roku dojechać – i niech żałują! Arek i Kornel Jaskuła pojechali po bandzie i przygotowali chyba najtrudniejszą w historii wyrypy trasę.

Ma być podobno “fajnie” ;) #izerskawielkawyrypa #goryizerskie #pmno #bieganie #running #orientering #ultrarunning

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paweł Choiński (@pawelchoinski)

Na dystansie 56km zrobiliśmy w sumie około 2500m podejść co średnio na kilometr daje niemal tyle samo co na Biegu Rzeźnika. 18 punktów, 7 punktowy odcinek specjalny i poziomice miejscami tak gęste, że ciężko było je w ogóle policzyć. Zresztą już po pierwszym rzucie oka na mapę nie wiedzieliśmy za co się złapać. Żadnego oczywistego wariantu, żadnej pętli czy nawet dwóch – trzeba ostro kombinować, żeby nie wpakować się w sinusoidę wzniesień między punktami.

Przebieg IW czyli na trasie zawodów…

W końcu wymyśliliśmy (a w zasadzie Jędrek wymyślił) – w pierwszej kolejności zgarniamy pkt nr 8 – niemal na środku mapy. 300m w górę na odcinku 1,5km. Fantastycznie – dopiero co wdrapaliśmy się 200m (na liczniku ledwo 2km) po mapy i od razu kolejne podejście? Wygrał jednak argument że później PK8 będzie już zaliczony więc będzie łatwiej psychicznie. I było… Po 46min mieliśmy za sobą 3,6km i 510m pod nami. Jeśli dobrze liczę to średnie podejście na tym odcinku to 14% (warszawska Agrykola ma średnio 5,2%).

Mamy pierwszy punkt, teraz trzeba tylko się przełamać psychicznie i z górki zejść tą samą trasą. Bez kombinowania, a to nie takie proste. Dopiero co podchodziliśmy i teraz każdy powód żeby nie schodzić jest dobry. Postanowiliśmy jednak realizować nasze założenie i pobiegliśmy w dół przez PK3 do os’a.

Odcinek specjalny to w tym wypadku 7 punktów, z którymi większych problemów nie było – może poza tym, że w pewnym momencie nawigując na punt zdaje się nr 5 wbiegliśmy na pkt nr 7… najważniejsze jednak, że się udało. Wybraliśmy wariant optymalny z wyjściem jak najbliżej PK2. I kolejne podejście. 300m do góry i 1,5km do przodu… w dodatku zaczęła się zabawa przed którą ostrzegali Arek i Kornel – czyli znikające w lesie ścieżki.   

“Qrde, na bogato z tymi poziomicami” fot. Arkadiusz Jaskuła, IWW #running #bieganie #smashingpąpkinsforever #ultrarunning #orientering Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paweł Choiński (@pawelchoinski)

W sumie wyszło tak, że na 20km mieliśmy już praktycznie połowę przewyższeń za sobą, a przed sobą w miarę płaski (jak na okolicę) teren. Niestety tu też się rozdzieliliśmy – podchodzenie pod górę od PK2 do PK4 szło mi trochę sprawniej niż Jędrkowi i Marcinowi i gdzieś w połowie drogi między punktami im uciekłem.

W biegach na orientację grupa jest tak samo pomocna jak przeszkadzająca. Z jednej strony wspólna nawigacja dużo daje – łatwiej znaleźć punkt, zawsze ktoś zauważy jakiś szczegół na mapie przeoczony przez pozostałych. Z drugiej strony to rozleniwia – w końcu odpowiedzialność się rozprasza więc na dobrą sprawę nikt tak do końca wszystkiego nie kontroluje co czasami prowadzi na manowce. Po odłączeniu się od chłopaków zacząłem wszystko dokładnie mierzyć – każdy dłuższy odcinek z linijką kompasu przeliczałem na metry i starałem się wszystkiego dokładnie pilnować. 400m i zakręt, 700m i zejście z drogi na ścieżkę, 1400m i droga na punkt.

W ten sposób udało mi się praktycznie bez błędów nawigacyjnych dotrzeć do 41km w 6,5h! W międzyczasie odwiedziłem Chatkę Górzystów i spotkałem Martynę z Miszką, które zdążyły dotrzeć tu ze Świeradowa przez Stóg Izerski :D Motywacja wzrosła, średnia prędkość wzrosła – czas miałem bardzo dobry – nic tylko cisnąć dalej.

misz-na-izerach

Nawigacja idzie mi zajebiście, 500m przestrzał przez gęsty las, poza ścieżką i wypadam prawie dokładnie tam, gdzie planowałem. Punkt 18 to skrzyżowanie strumieni – wchodzę na ptk z góry mając przed sobą w sumie 3 strumienie – niezależnie na który trafię wszystkie się spotykają prawie w jednym miejscu – nie będzie PK na skrzyżowaniu to znaczy że jest 50m wyżej przy drugim strumieniu.

Oczywiście skręciłem nie w tym miejscu co trzeba i przez 20min przedzierałem się przez dolinę strumienia sięgającą I piętra i porośniętą gęstym młodnikiem – wszystkie pajęczyny moje… punkt było oczywiście obok, ale szybko go znalazłem. Wyjście z 18’tki jak zwykle urocze – 100m w górę i 600m do przodu po grząskim i podmokniętym lesie. Nawet ścieżkę jako tako widać. Czasami… po tym jak błoto wlało mi się do obu butów na raz (wpadłem po kostki) pierwszy raz ciepło pomyślałem o braciach Jaskuła ;)

Kolejne dwa puntky (16 i 13) to formalność, może poza tym że między nimi jest lekkie podejście (kolejne 200m w górę i 1000m do przodu) po dość ciekawej ścieżce – czasami prawie jej nie widać i są dość wysokie kamienie, ale ciężko się zgubić. Tuż przed pk 13 spotykam Piotrka Kwitowskiego, który krzyczy, że mam przed sobą Marcina Kargola. WTF – przecież zostawiłem go z tyłu… ok, może mnie wyprzedził jakoś koło 18’tki. Trudno. PK13 stoi widoczny z drugiego końca województwa, za nim ma być ścieżka w prawo prosto na PK11. Na oko wszystkie kolejne punkty wydają się być proste, mam na liczniku 41km i 6h 29 min – 8h 30min na mecie? Słyszałem jak chłopaki szacowali, że zwycięzca powinien skończyć w okolicach 8h więc wynik jest zajebisty!

Niestety nie widzę ścieżki na pk11 – ale to nie pierwszy raz kiedy ścieżki nie ma. Do punktu mam w linii prostej jakieś 700m, kompas, azymut i tniemy przez las. I tu się zaczyna dramat. Po 700m puntku nie ma. Co więcej – ścieżki nie ma. Nie ma też strumienia, chociaż może to przez co przechodziłem było jego wyschniętą wersją, a nie ścieżką która zniknęła jak wcześniej myślałem. Kombinuje, przeliczam, nic. Mija 20min, a ja się kręcę mniej więcej na wysokości na której powinna być PK11 i nic. Po 30min zaczynam wątpić w siebie. Cisnąłem idealnie z kursem 20° nawet jeśli przestrzeliłem albo zrobiłem błąd to pkt powinien być w zasięgu wzroku.

Zaczynam główkować. Jeśli się pomyliłem to powinienem być na wschód od puntku – chyba, że ścieżka jest w wersji niewidocznej. Z drugiej strony powinny być dwie (a na ich skrzyzowaniu PK11) więc muszę podejść do góry, a później iść wzdłuż poziomicy aż do strumienia. Brzmi bardzo prosto – nie przetnę drogi tzn, że to nie ten strumień (tylko następny), przetnę jedną – jestem za nisko, dojdę do drugiej tzn że trzeba iść w dół.

Niestety okazuje się, że to nie ten strumień, a do ewentualnej drogi muszę iść przez gęste i nierówne zarośla. Igły wpadają mi pod ubranie, co chwila zrywam jakieś pajęczyny, gałęzie kaleczą mi ręce… Przywaliłem kolanem o wystający pienień, boli jak cholera. Ja pi$#@*7!!! Znów pomyślałem ciepło o Jaskułach – a żeby ich… w cholerę…

Na szczęście w końcu udaje się. Widzę jakiegoś człowieka – pewnie szuka pkt, tzn że idę w dobrym kierunku. W końcu jest ścieżka! Jest punkt! Ale zajebista trasa… Na zegarku 7h 22min… prawie godzinę temu byłem na PK13. Przede mną jeszcze kilka punktów z górki, punkt żywieniowy i podejście pod Sępią Górę na której są ostatnie 4 punkty i meta. Tylko że teraz złamanie 9h wydaje się być mało realne – będzie cud jeśli skończę przed upływem 10h. W dodatku skończyła mi się woda. Niby nie jest gorąco, niby uzupełniałem bukłak w Chatce Górzystów, ale woda się skończyła.

Kolejne punkty to raczej formalność – z małymi problemami udaje mi się je w miarę szybko znaleźć. Potem 2km po asfalcie do 17’tki gdzie jest punkt żywieniowy. Usta mi wysychają, zły jestm na siebie za ten bajzel przed PK11. Potem się okaże, że ścieżka była tylko kawałek dalej i gdybym poświęcił przy PK13 2min więcej to bym ją znalazł… i prawdopodobnie wpadł do pierwszej dziesiątki w open. Ale to bieg na orientację… nie tylko bieg się liczy.

Na punkcie żywieniowym zaczyna być zabawnie. Opycham się owocami, uzupełniam bukłak – mam już gdzieś ściganie się. Skończę trasę i tyle – kolejna Izerska zaliczona. W tym momencie dobiegają do mnie Jędrek z Marcinem. Okazuje się, że też się rozdzielili, ale znaleźli się na PK12 i razem ruszyli na PK16 i PK18. Wybrali inny wariant dlatego Kwito widział ich przede mną na trasie z PK13… a do mnie doszło o ile ich wyprzedziłem i ile straciłem w krzakach przy PK11… Ostatnie punkty robimy na spokojnie we trzech. Bez ścigania się, bez biegania – ot tak, żeby skończyć i żeby było miło. Bez większych problemów nawigacyjnych na metę wpadamy po 10h35min… zamykając drugą dwudziestkę (18, 19 i 20 miejsce).

Izerska Wielka Wyrypa #bieganie #running #orientering #ultrarunning Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paweł Choiński (@pawelchoinski)

To byłą chyba najtrudniejsza Wyrypa w jakiej brałem udział. 56km, 2500m pod górę. Wliczając w to szukanie 25 punktów i fragmenty trasy poza ścieżkami to i tak całkiem niezły wynik.

Izerska Wyrypa nie jest największą imprezą w kraju, nie jest najbliżej i nie jest o niej najgłośniej, ale dla mnie jest jedną z najlepszych imprez biegowych w roku i szczerze mam nadzieję, że Arkowi, Kornelowi i Arkowi ( ;) ) starczy siły i energii na kolejną edycję! Dzięki – było zajebiście!

2 Comments

  1. Pawle,
    Bardzo fajna relacja – aż kusi, żeby dopisać do planów na przyszły rok. Poszło wam dobrze, pierwsza dwudziestka, to całkiem wporzo. Gratulacje! :)
    Statsy, obrys trasy i przede wszystkim profil trasy – wyglada kozacko. Szczery podziw z mojej strony.

    • Szczerze polecam! Biegi na orientację, szczególnie w górach to naprawdę przednia zabawa :) mam tylko nadzieję, że Izerska w przyszłym roku będzie równie górzysta co ta ostatnia :)

      Dzięki!

Post a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *