Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Apr 9, 2015 in Biegi, Filmy, Motywacja, Triathlon | 3 comments

[Film] Ze wszystkich sił

[Film] Ze wszystkich sił

Uwaga: poniższy tekst zawiera spojlery (ujawnia niektóre elementy fabuły etc).

Drobne ostrzeżenie na początek mimo, że scenariusz filmu jest tak liniowy i przewidywalny, że już po obejrzeniu samego zwiastuna na dobrą sprawę można w łatwy sposób przewidzieć każdy kolejny element fabuły. Zresztą można było się tego domyślić już po trailerze i to niestety jest minus produkcji. Z drugiej strony mamy genialne sceny z zawodów IronMan w Nicei i wiele momentów z niepowtarzalnym triathlonowym klimatem (a do tego muzyka!).

Muzyka z filmu

Muzyka z trailera

Już w trakcie pierwszej sceny przypomina się cały poprzedni sezon startowy, a w głowie pojawia się myśl jeszcze tylko 8 tygodni i pierwsze zawody! Plaża w Nicei pełna zawodników w piankach. Krzyki kibiców, rytmiczne klaskanie triathlonistow i nagle cisza. Czekasz na początkowy strzał… ale historia zaczyna się rok wcześniej.

Film trwa 89 min i jest mniej więcej równo podzielony na trzy części. Dwie ostatnie to przygotowania do startu i same zawody. Pierwsza to historia francuskiej rodziny – niepełnosprawny ruchowo syn, ojciec który traci pracę i odwraca się jeszcze bardziej od rodziny (w sumie nigdy nie poświęcał synowi zbyt byt wiele czasu) i “matka polka” gdzieś pomiędzy nimi. Wszystko się zmienia kiedy syn odkrywa dawną karierę sportową ojca. Znajduje między innymi zdjęcia z zawodów IronMan – a szukając w internecie informacji na temat triathlonu trafia na artykuł o Team Hoyt.

Jeśli ktoś ich jeszcze nie zna warto poświęcić niecałe 10min na poniższy film albo od razu przewinąć do 7:10 i zobaczyć ich pierwszego IMa.

Dalej mamy trwające 8 miesięcy przygotowania, budowę specjalnego roweru i treningi podjazdów (pierwsze 70km IM w Nicei to walka z górami) trening pływackie i prawie w ogóle nie ujęte treningi biegowe Bieganie przewija się w zasadzie tylko na początku, ale głównie jako samotna pasja ojca.

Ciekawie została tu pokazana rola samego chłopaka, który wydawać by się mogło jest tylko biernym uczestnikiem zawodów, a w rzeczywistości ma dość trudne zadanie np pomagania w utrzymaniu równowagi w czasie jazdy na nietypowym rowerze.

Wracamy do pierwszej sceny z filmu. Start zawodów – wiwatujący tłum, przygotowujący się zawodnicy (aż chce się tam być!) i cisza tuż przed strzałem. To co się dzieje tuż po starcie zapiera dech do tego stopnia, że nawet ludzie w kinie po cichu komentowali to swoistym wow, nieźle, zajebiste. Widok wskazującego do wody tłumu i początkowa pralka naprawdę robi wrażenie.

I potem następuje coś co jest ogromnym plusem filmu. Nie ma muzyki. Nie ma szybkich scen rodem z amerykańskich filmów wojennych. Jest to co tak naprawdę dzieje się na takich zawodach przez większość czasu – nasi bohaterowie są sami. W prawie zupełnej ciszy tylko sporadycznie przerywanej przez kibiców rozstawionych w miasteczkach na trasie kolarskiej. Jeden z najtrudniejszych podjazdów kończy się zwyczajna radością i uczuciem ulgi, a nie fanfarami i patetyczna muzyka.

Dalej na trasie widać umierających ze zmęczenia ludzi. Zawodników niezgrabnie człapiących do mety i momenty zwątpienia dopadające również naszych bohaterów. I na koniec to co najwspanialsze – meta. Wiwatujący tłum, okrzyki i radość zawodników. Ulga.

Nie byłbym jednak sobą gdybym nie zwrócił uwagi na kilka istotnych moim zdaniem elementów. Po pierwsze – trochę za mało pokazano wysiłek związany z przygotowaniami do zawodów. Zabrakło elementu wielu godzin treningów, które dość mocno wypełniają i usztywniają plan dnia (momentami miałem wrażenie, że przygotowania naszych bohaterów odbywają się dość spontanicznie).

Zabrakło trochę samego wysiłku podczas samych zawodów – może się czepiam, ale po ojcu naprawdę nie widać w pewnym momencie ze ma za sobą 3,8 w wodzie i 120km po górach. Jest jeszcze kilka drobiazgów, na które można by zwrócić uwagę (np nadrabianie 10min straty na jakiś 10-15km trasy – wliczając w to kilkuminutowy postój na kryzys, nasi bohaterowie w ogóle nic nie jedzą na trasie i na do cholery – po co chłopakowi pianka w pontonie skoro jest 30 stopni ;) etc, ale nie o to w filmie chodzi.

Najważniejsze jest to, że po obejrzeniu filmu ma się ochotę zwiększyć intensywność treningów i przede wszystkim – nie można się doczekać pierwszych zawodów w sezonie! A dla Panów to dodatkowa okazja, żeby z jednej strony wyciągnąć swoje partnerki do kina (film jest dla absolutnie wszystkich!), a z drugiej pokazać że pasja i triathlon mogą pozytywnie wpływać na rodzinę ;)

PS. Na koniec wielkie dzięki dla Marcina Kargola, który ogarnął wejściówki na przedpremierowy pokaz filmu ;)

3 Comments

  1. Wspaniały, pozytywny film, dodający siły tym, kótrzy jeszcze niedawno siedzili na kanapie a dziś przygotowuję sie do kolejnego maratonu. Też zwróciłem uwagę na swietne sceny samych zawodów, bardzo dobrze to wypadło. A sam film dla każdego :)

  2. może i trochę zabrakło, ale gdyby chcieli pokazać te treningi szczegółowo film musiałby trwać ze 3h. ja jednak wierzę w widownie i myślę, że jak każdy usłyszał 4km plywania, 180km na rowerze i maraton to wiedział, ile wysiłku, czasu i pracy za tym stoi. film wedlug mnie świetny.

  3. piękny ciepły film :) motywuje do przekraczania własnych barier zupełnie jak Whiplash, choć w zupelnie innym tonie i klimacie:)

Post a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *