Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Jan 5, 2015 in Biegi, Biegi Na Orientację | 0 comments

Ełcka Zmarzlina 2015

Ełcka Zmarzlina 2015

WiechoR i Ełcka Zmarzlina to chyba najoryginalniejszy organizator i najoryginalniejszy Ekstremalny Pieszy Maraton na Orientację w naszym kraju. Tu praktycznie wszystko jest inne, nawet kolejne edycje biegu są do siebie nie podobne.

Trzy lata temu w ramach Ełckiej odbyły się mistrzostwa polski na trasie 100km, a trasa 50km odbywała się w nocy. Dwa lata temu Ełckej w ogóle nie było, żeby rok później wrócić (trasy 100 i 50km) z tym, że trasa TP50 odbywała się już w dzień w dodatku z tak prostą nawigacją, że praktycznie był to terenowy bieg nawet nie na 50, a na 46km. W tym roku “setki” nie było, a trasę 50km zmodyfikowano i podzielono na 4 etapy z trzema mapami o różnej skali (o czym dalej).

Jakby tego było mało to jeden z nielicznych rajdów w czasie których do dyspozycji zawodników jest cały “internat” więc do spania zamiast podłogi na sali gimnastycznej są 4 osobowe pokoje z łóżkami (!), a woda pod prysznicem jest zawsze ciepła. W pakiecie co prawda nie ma posiłku zaraz po biegu, ale jest wieczorna biesiada z piwem i jedzeniem na full wypasie. Wszyscy zawodnicy mają darmowe wejście do aquaparku z sauną, sauną parową, jacuzzi, 25m basenem sportowym i masażami wodnymi! Mało?

To chyba jedyny PMNO z pozorowanym startem dla mediów… ale za to jakich mediów! Pojawiają się TVP, pojawiają się przedstawiciele lokalnego radia i lokalnej prasy, a w tym roku przyjechały nawet TVN’y! Ba! Pojawił się nawet sam prezydent miasta, który nie tylko wręczył medale (tak! są medale!) wszystkim uczestnikom, to jeszcze sam ukończył bieg…   który koniec końców powinien się nazywać Ełckie Roztopy, bo mimo nazwy co roku temperatura na początku stycznia kręci się koło 0 stopni i przynajmniej połowa trasy jest błotnista i mokra…

I w tym roku tradycji stało się zadość. Mieliśmy deszcz, mieliśmy grad, mieliśmy śnieg, był lód i były roztopy. Połowa trasy była organoleptycznym przeglądem rowów melioracyjnych ziemi Ełckiej (in plus!), a druga połowa leśną przebieżką w poszukiwaniu dość łatwo rozstawionych i widocznych z daleka punktów (tez in plus!) na górkach i w innych ciekawych miejscach. Wszystko okraszone było cholernie silnym wiatrem, który dawał się we znaki szczególnie na ostatnich kilometrach kiedy trasa była “odkryta”, a wiatr wychładzał do tego stopnia, że dwa razy przeszła mi przez głowę myśl o zakończeniu biegu przed czasem.

W zasadzie nie wiem czy powinienem w ogóle w tym roku startować. Kilka dni po grypie, z tętnem (mierzone 2 dni przed startem na 8km treningu) wyższym o 10-15% od “normy”, ciągle zawalonym nosem i kaszlem gruźlika raczej powinienem pozostać w domu…  ale Ełcka to Ełcka. Teoretycznie wystarczyło biec nieco wolniej i unikać wychłodzenia, ale że Krasus gonił podium to przez pierwsze 15km trzymaliśmy tempo jak na półmaratonie.

Pierwszy odcinek specjalny (10km na mapie 1:10 000) skończyliśmy w okolicach 7-8 miejsca. Mniej więcej na 15km rozdzieliliśmy się (finalnie Krasus skończył na 2 miejscu… ), ale do połowy udało mi się utrzymać na pozycji i po drugim odcinku specjalnym (25km) nadal byłem na 8 pozycji. Niestety druga połowa mimo prawie idealnej nawigacji poszła mi nieco gorzej.

Muszę przyznać, że dawno nie biegłem tak długiego odcinka zupełnie samemu (ponad 35km). Zazwyczaj pokonujemy trasę w grupie albo przynajmniej we dwóch, ale tym razem czołówka dość mocno się oddaliła od reszty stawki, a nawigacja napotkanych po drodze osób wydała mi się zbyt… niekonwencjonalna… więc biegłem zupełnie sam. Co zresztą było dobrą opcją bo kilku zawodników mimo, że szybszych ode mnie nie mogło mnie zgubić prawie do końca biegu.

Finalnie wylądowałem na 12 miejscu (na prawie 180 startujących) wypadając z pierwszej dziesiątki dopiero na kilkaset metrów przed ostatnim punktem (i na około 4,5km przed metą). Był to mój trzeci i na pewno nie ostatni start na Ełckiej Zmarzlinie – nie tylko ze względu na same zawody ale również ze względu na możliwość spędzenia bardzo fajnego wieczoru przy piwie z orientalistami z całego kraju. Następna Ełcka niestety dopiero w 2016 roku.

elcka

P.S. Według oficjalnych wyników mój czas to 6h 59min… to kolejny bardzo podobny wynik… 5h57min, 5h 59min, 6h 58 min i teraz 6h 59 min i niech ktoś teraz powie, że ultra nie biega się “głową”…

Post a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *