Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Posted by on Sep 9, 2016 in Biegi, Biegi Na Orientację | 0 comments

Abentojra – Warmiński Rajd na Orientację

Abentojra – Warmiński Rajd na Orientację

Dobrze jest czasami się nie ścigać. Pojechać na zawody i pobiec bez ciśnienia na wynik – dla samej przyjemności biegania z kompasem i mapą. Oczywiście to nie jest tak, że bierzemy mapę i radosnym krokiem robimy 50km w 12h ciesząc się, że znaleźliśmy wszystkie punkty. W końcu adrenalina robi swoje i gdzie się da tam biegniemy ile fabryka dała. Całe szczęście, nie zawsze się dało ;)

Wyjazd wyszedł zupełnie spontanicznie – Smashing pĄpkinsowa impreza u Krasusa tydzień wcześniej, hasło Kasi Karpy “jedziemy na Abentojre?”  – “Na co? :D” … no i pojechaliśmy z Marcinem, ruszając z Warszawy o 23:00 w piątek i dojeżdzając na miejsce przed 2:00 – na sześć godzin przed startem.

Nocleg

Chyba jeszcze na żadnym PMNO nie było tak zajebistego i klimatycznego noclegu! Stare harcerskie namioty z dziurami pozaklejanymi taśmą, pamiętające jeszcze poprzedni wiek (znaleźliśmy na jednym wpis flamastrem z datą 1999) rozstawione na wilgotnej łące i spanie na łózkach polowych! Klimat po przebudzeniu nieziemski. Zresztą w nocy też ciekawie bo temperatura dość mocno spadła, zaczęło padać i zrobiło się zimno.

Najważniejsze, że jest dach nad głową – Abentojra 2016 :) Dzień dobry :) #pmno #nocleg #orientering #bieganie #running

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paweł Choiński (@pawelchoinski)

Rano kawa, sanitariat, a że spakowani byliśmy już dzień wcześniej to po 15min byliśmy gotowi do startu. Trasa nie ma narzuconej kolejności zaliczania punktów więc grupa szybko dzieli się na dwa warianty (wschodni i zachodni). Na domiar tego Kargol wyłapuje alternatywny wariant dojścia do pierwszego punktu – tuż pod linią energetyczną. Ryzykowne, ale czasami pozwala zaoszczędzić czas i skrócić odległość (później tą samą trasą tylko w drugą stronę do bazy zbiegną Kasia Karpa i Ania Sejbuk – zwyciężczynie wśród kobiet i skład naszego namioty – więc trasa jak najbardziej optymalna!). Dzięki temu już na 50metrze rozciąłem sobie nogę drutem kolczastym :)

Trasa jedno, a wykonanie drugie ;) Na szczęście bez większego kluczenia udaje nam się podbić pierwsze dwa punkty. Problem pojawia się dopiero przed trzecim – na mapie oznaczonym jako 35. Popełniamy pierwszy błąd i zbiegamy zbyt szybko z torowiska na zachód – całe szczęście mamy bezpieczny wariant. Zaraz za punktem leci asfaltowa droga – jeśli go miniemy wpadniemy na nią – i tak się właśnie dzieje. Dzięki temu możemy się precyzyjnie namierzyć na przecinkę leśną prosto na punkt. Jest przecinka – 150m dalej…

… jest Marcin Hippner, który biegnie z przeciwnej strony. Tylko punktu nie ma. Marcin ponoć od kilku minut kluczy po okolicy i nie może go znaleźć – zaczynamy więc się rozglądać we trzech. Dobiegamy do kolejnej przecinki – nic. Wracam z powrotem – kolejne dwie osoby dobiegają. Stajemy wiec w miejscu gdzie według nas wszystkich powinien być punkt i zaczynamy sprawdzać słupek na skrzyżowaniu przecinek. Dochodzą kolejne dwie osoby – numery kwartałów się zgadzają – tylko puntku nie ma!!!

Dzwonię więc pod pierwszy numer na mapie…  “To nie do mnie, proszę dzwonić pod drugi numer”. Dzwonimy pod drugi numer – właśnie wypuszczają kolejne trasy (minęła godzina od naszego startu, na liczniku 12km) więc czekamy… po kilku minutach okazuje się, że to tez nie ten numer. Kur…  dostajemy trzeci numer – tu po krótkiej rozmowie pada “no faktycznie, mogliśmy go źle ustawić”.  No nie możliwe :D Straciliśmy dokładnie 16min siedząc idealnie w miejscu w którym powinien być PK35. W dodatku – uczciwie znaleźliśmy źle ustawiony PK35 i go podbiliśmy tracąc kolejne 4-5min. W sumie 20min do tyłu – całe szczęście, że się nie ścigamy ;)

Uwielbiam zapach mapy o poranku :) #bieganie #running #pmno #orientering

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paweł Choiński (@pawelchoinski)

Dalej poszło już w miarę prosto. Przez cały czas spotykaliśmy się i rozstawaliśmy z Benkiem Waszczykiem (finalnie skończył na 4 miejscu), aż na 7km przed metą w końcu udało mu się nas zgubić.  Wszystkie pozostałe punkty były już w miarę ok rozstawione (kilka nieco przesuniętych +-50m, ale w takim terenie, że łatwo było je zauważyć. Mapa idealnie odwzorowywała teren, las taki akurat – ani zbyt łatwo przebieżny, ani nie zarośnięty – dało się ciąć na azymut, ale nie zawsze idealnie po prostej. Żyć nie umierać.

Przed PK74 spędziliśmy trochę czasu w rzece – głównie robiąc zdjęcia i upajając się chłodną wodą. Na punkcie żywieniowym rozsiedliśmy się jak w restauracji wciągając kolejne porcje arbuza, a na koniec – na 2km przed metą zaliczyliśmy jeszcze sklep spożywczy gdzie Kargol kupił dwie puszki Coli prosto z lodówki!

I tak truchtamy sobie ostatnie kilometry do mety, na spokojnie, bez pośpiechu, na azymut znów przez łąkę na górce gdy nagle słyszymy konferensjera “I do mety dobiega kolejny zawodnik z trasy 50”. Jeden zawodnik, czyli nas – nadbiegających od tyłu – nie widzi. Zapieprzamy więc między namiotami przez strefę cateringową do punktu sędziowskiego, żeby zrobić najlepszy numer jaki można było. Dobiegam do punktu jako pierwszy i zamiast oddać kartę (liczy się czas zczytania karty przez elektroniczny czytnik) to zaczynam pajacować… w tym czasie Mateusz Komorowski zdążył dobiec i oddać swoją kartę – zajmując tym samym 5’te miejsce i spychając mnie i Kargola na 6-7 :)

Rekreacja nawigacja :) #Abentojra #pmno #orientering #bieganie #running

A photo posted by Paweł Choiński (@pawelchoinski) on

Całe szczęście, że się nie ścigaliśmy ;) W sumie fajnie wyszło – Kwito wylądował na drugim miejscu, dziewczyny (Kasia i Ania) zgarnęły dwa pierwsze miejsca wśród kobiet. Dostaliśmy naprawdę genialny jak na standardy PMNO obiad (i ten nocleg!). W sumie gdyby nie źle rozstawiony punkt to impreza byłaby 8/10, a tak będzie tylko 7/10! W przyszłym roku też spróbujemy – pod warunkiem, że będą namioty!

Post a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *